Autobus

No dotrzeć, dotarłam. Tylko że jeden autobus uciekł mi minutę temu, a następny mam za 5 minut. Na szczęście to nie ja otwieram nasz bank. Bo gdybym to była ja, to codziennie zaczynalibyśmy co najmniej z 15 minut później. Ale cóż, moje psiapsióły stwierdziły, że taka już moja natura. A przecież ja z naturą walczyła nie będę. Taką mnie macie, jak chcecie to akceptujcie, a jak nie to nic wam do tego. W ciągu tych pięciu minut, które czekałam na ten zakichany autobus- a które ciągnęły się w nieskończoność-próbowałam wymyślić powód mojego spotkania.

Przecież nie przyznam się, że zaliczyłam glebę bo mnie wyśmieje. Powód oczywiście żaden nie przyszedł mi do głowy, ale autobus przyjechał. Z dwojga złego zawsze coś. Wsiadłam i zadowolona zajęłam miejsce, obok jakiegoś przystojniaczka. Na oko miał z 27 lat, garniturek, krawacik i pachniał tak, że zapach mnie obok niego posadził. Oczywiście wcześniej zapytałam czy wolne- przecież musiałam zobaczyć jaki ma głos; słodki:)- tak powiedział, że wolne i jeszcze się kawałeczek odsunął. I tak słodziuteńko się uśmiechnął.


| |