| Powrót do domu |
|
Wsiadłam do autobusu, jak po 15 minutach szukania samochodu na parkingu oświeciło mnie, że auto jest pod domem. No właśnie, miałam jechać do dziewczyn, a czym ja sobie tam niby pojadę? Dotarłam do domu, zrzuciłam z siebie szmatki z pracy i zanurzyłam się w wannie pełnej ciepłej wody i piany. Co mam zrobić z samochodem- to jedyna myśl jaka chodziła mi po głowie. Nagle usłyszałam domofon. Jezusie, kto tym razem. Wyszłam z wanny, owinęłam się ręcznikiem i nie pytając kto, otworzyłam drzwi wejściowe. Pewnie ulotki, więc co się będę pytała. Wróciłam do łazienki i co? Usłyszałam dzwonek do drzwi. I mądra Weronisia wyszła w tym ręczniku i te drzwi otworzyła. O zgrozo. Nie, nie, nie to nie może być prawda. Ja mam już jakieś omamy. Zabierzcie mnie do wariatkowa. Tylko szybko, błagam. W drzwiach stał….mój wspaniały współpracownik Tomasz. W mojej głowie powstał obraz jak ja teraz wyglądam. To nie może być prawda. A Tomek rzucił rozbawione cześć i wlazł do środka, zostawiając mnie w drzwiach. A już myślałam, że dziś nic się już nie zdarzy. | | |