| Starcie z dyrektorem |
|
Mój dyrektor Marcin dowiedział się też, że może mnie zwolnić, czy zrobić co tam mu się podoba. Nie zamierzam się tym przejmować, a już na pewno nie wrócę do tego biura. Marcinkowi aż świeczki z przerażenia stanęły w oczach. Padło tylko jedno pytanie- Werka, coś Ty najlepszego zrobiła? A później pytania poszły już lawinowo: czy Ty wiesz kto to jest? Wiesz jaką on ma władzę? A ja sobie w domyśle dodałam, trele morele jest mi dokładnie wszystko jedno. A że u mnie ostatnio co w myśli to na języku to powiedziałam to głośno. Myślałam, że nasz spokojny, opanowany i przecudnie słodki Marcinek- jak coś chce oczywiście, wyjdzie z siebie i stanie obok. A już na pewno, że zaraz zginę śmiercią tragiczną, rozszarpana przez wściekłego dyrektora. Ale mądra Weroniczka, zamiast siedzieć cicho, zaczęła się śmiać. A jak już zaczęłam się śmiać i zobaczyłam wzrok Marcina, to się sama ewakuowałam z jego gabinetu. Wściekła Kaśka- ubrana dość skąpo tak swoją drogą, ale ja dojdę do tego o co chodzi- powiedziała mi że przesadziłam. | | |