| Starcie z Kaśką |
|
Tomek wychodząc puścił mi oczko i powiedział do zobaczenia. Litości, chłopie, ja Cię wcale nie chcę oglądać- pomyślałam, ale nie powiedziałam głośno. Dobra, zbliżała się 16.00, czas było zbierać się do domu. Koniec koszmarnego dnia w pracy, teraz już nic się nie wydarzy. Jaaaasne. W momencie w którym to pomyślałam Kaśka prawie z drzwiami wparowała mi do biura. I się zaczęło. Ty taka, śmaka i owaka. Zabrałaś mi miejsce. Pewnie, no i w tym miejscu poleciały słowa, których nie będę powtarzała. W każdym razie dowiedziałam się, że jak tak chcę załatwiać sobie pracę to moje miejsce jest pod latarnią, w najstarszym zawodzie świata. Super, słodko, cudnie. Nawet nie dała mi dojść do słowa. A dzięki temu dowiedziałam się na swój temat całkiem nowych, bardzo interesujących rzeczy. Tylko, że akurat ja byłam tutaj bogu ducha winna. Cóż Kacha się powydzierała i wyszła. A właściwie nie, ona nie wyszła. Ona wyleciała z biura z takim impetem, że sama się dziwię, że drzwi są jeszcze w zawiasach. I tak się skończył dzień w pracy. | | |